W meczu przypominającym intensywny trening, zawodnicy Anglii pod wodzą Thomasa Tuchela skupili się na aklimatyzacji, dopracowywaniu strategii oraz ponownym nawiązaniu relacji z filozofią trenera. Zwycięstwo przyniosło ulgę po rozczarowujących marcowych meczach międzynarodowych, które obejmowały remis z Urugwajem i porażkę z Japonią.
Przy temperaturze wynoszącej 33 stopnie Celsjusza i wilgotności na poziomie 40%, Tuchel zastosował różne składy w każdej połowie, które obie były lepsze od Nowej Zelandii, najsłabiej notowanej drużyny przed Mistrzostwami Świata.
Choć Tuchel zapewne liczył na bardziej przekonujący wynik, szczególnie po niedawnej porażce Nowej Zelandii 0:4 z Haiti, mecz okazał się użytecznym ćwiczeniem, a jedyna bramka Anglii wystarczyła do odniesienia sukcesu. Kluczowy gol padł z rąk ich niezawodnego kapitana.
Harry Kane, który może pochwalić się imponującym dorobkiem 79 goli w 113 występach reprezentacyjnych, zdobył bramkę z precyzyjnym strzałem głową w doliczonym czasie pierwszej połowy. W tym sezonie zdobył 61 goli dla Bayernu Monachium w 51 meczach, a także 6 goli w zaledwie 6 występach w reprezentacji.
Patrząc w przyszłość, czekają ich trudniejsze wyzwania. Po meczu z Kostaryką w Orlando w środę, Anglia przygotowuje się do swojego pierwszego meczu Mistrzostw Świata przeciwko Chorwacji w Dallas 17 czerwca. To spotkanie stanowi pierwszy krok w ich dążeniu do udanego lata.
Tuchel dążył do stworzenia ciepłej atmosfery, aby aklimatyzować swoją drużynę do warunków północnoamerykańskich, i otrzymał to, czego chciał. Po kilku pochmurnych dniach w Tampie, słońce wróciło, a jego zmieniające się składy odczuły jego wpływ.

Organizacja gry przez Tuchela przyciągnęła uwagę. W pierwszej połowie wyróżniali się Jarell Quansah na prawej obronie, a z powodu nieobecności Bukayo Saki i Noni Madueke, Ollie Watkins zagrał na prawej flance, do której nie jest najlepiej przystosowany. Morgan Rogers pełnił rolę numer 10, a Jude Bellingham czekał na swoją szansę do drugiej połowy.
Anglia konsekwentnie kontrolowała posiadanie piłki. Kluczowym pytaniem było, jak skutecznie będą w stanie je wykorzystać. Zespół w pierwszej połowie generował obiecujące akcje, ale miał problemy z egzekucją w ostatniej fazie. Zmarnowali kilka okazji, w tym dwie znaczące przed pierwszą przerwą na wodę.
John Stones nie zdołał mocno uderzyć głową z rzutu rożnego, a Watkins spudłował po dobrze zagranym rzucie wolnym od Jordana Hendersona.
Marcus Rashford był aktywny na lewej flance, pokazując swoją szybkość i umiejętności. Kulminacyjny moment miał miejsce w 34. minucie, gdy dotarł do linii końcowej i dostarczył precyzyjne dośrodkowanie do Kane’a, którego potężny strzał głową został świetnie obroniony przez Maxa Crocombe’a z Nowej Zelandii. Kreatywność Rashforda była widoczna, ale finalizacja znów mu umknęła.
Anglia nieustannie dążyła do przełamania. Jedyną godną uwagi odpowiedzią Nowej Zelandii była akcja w 27. minucie, kiedy Matt Garbett zmusił Jordana Pickforda do niskiej obrony. Kobbie Mainoo próbował curlingowego strzału, który poleciał wysoko, a Rashford posłał kolejny strzał niecelnie, pozostawiając Anglię sfrustrowaną w pierwszej połowie.
Kane miał jednak inne plany. Skorzystał z dobrze zagranej piłki z dośrodkowania Djed Spence’a, kierując piękną główkę w róg bramki.

Stan nowo odnowionej murawy stał się poboczną historią meczu. Była twardsza niż typowe boiska Premier League, a widoczne szwy wpływały na odbicie piłki. Choć to nie miało znaczącego wpływu na grę, dozorca stadionu wyraził swoje niezadowolenie z krytyki, stwierdzając: „Nie ma żadnych obaw dotyczących grywalności i bezpieczeństwa boiska” w mediach społecznościowych.
W drugiej połowie skład Tuchela obejmował Tino Livramento na lewej obronie oraz Nico O’Reilly’ego w pomocy. Rio Ngumoha zdobył swoją pierwszą szansę na prawej flance, zastępując zawodników Arsenalu, którzy spóźnili się z powodu zobowiązań w Lidze Mistrzów. Bellingham objął kapitanat, a Ivan Toney dostał szansę na grę w ataku.
Anglia zwiększyła intensywność. Ngumoha okazał się jasnym punktem, podczas gdy Bellingham zdawał się pragnąć przejąć dominację nad Rogers’em. Widać było momenty błysku z jego strony oraz wysoką pracowitość. Dynamika gry pozostała niezmieniona, z Anglią nacierającą, podczas gdy Nowa Zelandia starała się utrzymać swoją pozycję.
Po raz kolejny brak skuteczności Anglii stał się przedmiotem krytyki. To był główny mankament meczu. Dan Burn był bliski zdobycia bramki, gdy jego strzał głową minimalnie minął bramkę po wyskoku ponad Crocombe’a, a Toney uważał, że zasłużył na rzut karny za faul Garbetta, ale ostatecznie został złapany na spalonym.
W miarę jak mecz postępował, stało się jasne, że Anglia ma jeszcze wiele do poprawy. Zdolność drużyny do zamieniania posiadania piłki na bramki będzie kluczowa w przygotowaniach do Mistrzostw Świata, gdzie czekają ich trudniejsi przeciwnicy.
Zbliżając się do Mistrzostw Świata, zawodnicy i sztab szkoleniowy zdają sobie sprawę, że muszą dopracować swoje strategie i poprawić wydajność. Ten mecz z Nową Zelandią, mimo że nie był bez wad, dostarczył cennych wskazówek na początku ich kampanii po chwałę.