Obraz wybawiciela często odbiega od rzeczywistości, zwłaszcza w przypadku Grahama Pottera, 51-letniego byłego lewego obrońcy York City. Jednak jego popularność w Szwecji jest zdumiewająca. Kiedyś zmagający się menedżer znalazł nowe życie w reprezentacji, która nie zdobyła ani jednego zwycięstwa w eliminacjach do Mistrzostw Świata. Ich współpraca okazała się korzystna dla obu stron. Ostatnie zwycięstwo nad słabnącą Tunezją, choć być może nie imponujące w izolacji, stanowi ważny rozdział w ich trwającym odrodzeniu.
Kampania eliminacyjna Szwecji była katastrofalna, naznaczona kontuzjami. Doznali dwóch porażek z Szwajcarią i Kosowem oraz remisu z Słowenią, co zazwyczaj źle wróży aspiracjom do Mistrzostw Świata. Po tych niepowodzeniach Jon Dahl Tomasson został zwolniony, a stery objął Potter. Szwecja skorzystała z drugiej szansy dzięki Lidze Narodów, pokonując Ukrainę i Polskę, aby zapewnić sobie miejsce w finałach. Potter określił to ostatnie zwycięstwo, zdobyte w 89. minucie przez Viktora Gyökeresa, jako swoją najlepszą noc w piłce nożnej.
Pogoda w Sierra Madre była nieprzyjemna, z nisko wiszącymi chmurami i temperaturą wynoszącą 27°C, co tworzyło lepki klimat, który utrudniał grę zawodnikom. Choć przerwy na nawodnienie były uzasadnione, wielu kibiców wygwizdywało, podkreślając swoje frustracje związane z komercjalizacją gry przez FIFA. Na szczęście, żywiołowy grajek na akordeonie w stetsonie zdołał chwilowo podnieść nastroje wśród publiczności, ale atmosfera pozostała napięta.

Sytuacja trenerska w Tunezji również przeżywała zawirowania, ponieważ nie mają już tego samego kierownictwa, które rozpoczęło eliminacje. Ich nijakie występy w Pucharze Arabskim i Pucharze Narodów Afryki doprowadziły do zwolnienia Samiego Trabelsiego, który został zastąpiony przez Sabri Lamouchiego, byłego menedżera Nottingham Forest i Cardiff City. Lamouchi wprowadził znaczące zmiany, wprowadzając 11 nowych zawodników, z których pięciu rozpoczęło mecz.
Jednym z tych nowych nabytków był bramkarz Abdelmouhib Chamakh, który odegrał kluczową rolę przy pierwszych golach Szwecji. Już sześć minut po rozpoczęciu meczu, zawahał się przy piłce od Viktora Lindelöfa, co pozwoliło Gyökeresowi skorzystać z błędu. Po jego początkowym strzale, który został zablokowany, piłka trafiła pod nogi Yasina Ayari, który skutecznie zdobył bramkę. Ayari, urodzony w Sztokholmie z tunezyjskim ojcem, wcześniej wybrał Szwecję zamiast Tunezji podczas swojego pierwszego wyboru.
Chamakh popełnił kolejny kluczowy błąd przy drugim golu Szwecji, który miał miejsce krótko po upływie pół godziny. Gyökeres ponownie zaprezentował swoje umiejętności, przekazując piłkę Alexanderowi Isakowi, który wszedł w pole karne, oddając niski strzał, który wymknął się z rąk Chamakh’a. Choć mógł być częściowo zasłonięty, jego przygnębiona reakcja wskazywała na jego świadomość błędu.
Lamouchi wydaje się, że poradził sobie z niektórymi długotrwałymi wątpliwościami, które hamowały tunezyjską piłkę nożną. Pomimo wczesnego stracenia bramki, Tunezja nie uciekała się do taktyki oszczędzania czasu, lecz próbowała grać w angażujący sposób. Jednak to podejście mogło się obrócić przeciwko nim.
Tuż przed przerwą pojawiła się iskra nadziei, gdy Omar Rekik strzelił głową po dośrodkowaniu od Hannibala Mejbri. W pierwszej kwarcie drugiej połowy wydawało się, że Tunezja może przeprowadzić powrót. Jednak ich problemy były dalekie od zakończenia. Ellyes Skhiri, domagając się piłki od Chamakh’a, w niewytłumaczalny sposób skierował się w stronę Isaka, który wykorzystał okazję, aby go zaatakować. Luźna piłka trafiła do Gyökeresa, który zakończył swoje imponujące wystąpienie potężnym strzałem. Krótko potem, Mattias Svanberg, który dopiero co wszedł do gry, zdobył kolejnego gola, po znakomitym zagraniu od Isaka. Ayari dodał swoją drugą bramkę w doliczonym czasie gry, kończąc mecz wynikiem pięciu goli dla Szwecji.
Trajektoria goli Szwecji przeciwko Tunezji była znacznie uwarunkowana błędami ich przeciwników. Chociaż w przyszłości mogą potrzebować samodzielnie stwarzać sytuacje bramkowe, na razie cieszą się z nieoczekiwanej szansy na rywalizację w Mistrzostwach Świata. Jeszcze sześć miesięcy temu taki scenariusz wydawał się mało prawdopodobny. Transformacyjna podróż pod wodzą Pottera trwa nadal.