10.06.2026
Czas czytania 6 min

Historyczny gol Siphiwe Tshabalala dla RPA przeciwko Meksykowi na Mistrzostwach Świata 2010

Golden goal: Siphiwe Tshabalala for South Africa v Mexico at the 2010 World Cup

Przed tym, jak Siphiwe Tshabalala oddał swoje niesamowite uderzenie, przed ikonicznym komentarzem Petera Drury’ego i przed nieustannym chórem wuwuzel wypełniającym powietrze, był ktoś o imieniu Philip.

Kiedy prezydent FIFA, Sepp Blatter, ogłosił 15 maja 2004 roku, że RPA będzie gospodarzem Mistrzostw Świata, pojawiło się wielu sceptyków. Kraj postrzegano jako zbyt niebezpieczny, aby zorganizować tak ważne wydarzenie. Pojawiły się obawy dotyczące niewystarczającego transportu publicznego, potencjalnych przerw w dostawie prądu oraz złych warunków w stadionach. Czy RPA naprawdę było w stanie zorganizować ten prestiżowy turniej?

W odpowiedzi różne sektory w całym kraju zjednoczyły się, aby wesprzeć to przedsięwzięcie. Przez sześć lat supermarkety wystawiały na sprzedaż towary związane z Mistrzostwami Świata, samochody miały wywieszone flagi RPA, a znaczne poprawy infrastrukturalne zostały wprowadzone. Lotniska zostały zmodernizowane, drogi rozszerzone, a stadiony zbudowane od podstaw. Centralnym punktem tego nowego ducha nadziei i dumy narodowej było hasło stworzone przez publicznego nadawcę: „Poczuj to. To jest tutaj.”

To uczucie było namacalne. Co piątek zakładaliśmy złote koszulki Bafana Bafana. Kibice, którzy zazwyczaj koncentrowali się na rugby lub krykiecie, zaczęli zwracać uwagę na lokalną Premier Soccer League. Ten zew stworzył zbiorowego ducha, który przeistoczył się w Philipa, uosobienie naszego jedynego w swoim rodzaju doświadczenia. Philip był obecny w każdym zakątku kraju.

Philip, mimo że był nieco absurdalny, spełniał pewną rolę. Nadawał kształt emocjom, które trudno było nam wyrazić. Atmosfera w RPA w 2010 roku była pełna sprzeczności; istniała nieufność wobec naszych liderów i ich pustych obietnic. Jednak w miarę zbliżania się turnieju coś się zmieniło. Ludzie, którzy zazwyczaj unikali wspólnych przestrzeni publicznych z powodu wciąż obecnych podziałów rasowych i klasowych, zaczęli poruszać się w jedności.

Oglądałem mecz otwarcia w parku kibica na plaży w Durbanie, otoczony rodziną i najlepszymi przyjaciółmi. Ciepłe, słone powietrze otulało nas, a w każdej scenie były żywe kolory. A potem był dźwięk. Nie można mówić o tych Mistrzostwach Świata, nie wspominając o hałasie. Choć wuwuzele mogły być uciążliwe w telewizji, to doświadczając ich na żywo, czuło się to prawie duchowo. Droniące rogi tworzyły atmosferę, która była namacalna, niemal jakby sam Philip ożył.

South Africa fans, wearing team jerseys, scarves, sunglasses and custom-made hats, blow vuvuzelas before their team play Mexico in the opening game of the 2010 World Cup in Johannesburg.

Mecz rozpoczął się, jak to zwykle bywa w meczach otwarcia—był napięty i niezdarny—ale szybko stało się jasne, że Meksyk ma przewagę. Tylko znakomita postawa bramkarza Itumelenga Khune i nieuznany gol utrzymały wynik na poziomie, dając RPA szczęście w przerwie.

Tuż dziewięć minut po wznowieniu gry Meksyk stracił piłkę w środku pola. W ciągu trzech precyzyjnych podań Kagisho Dikgacoi dostarczył wspaniałą, przełamującą obronę piłkę do nadbiegającego Tshabalali po lewej stronie. Jego pierwszy dotyk dostosował kąt w polu karnym, a drugi dotyk sprawił, że piłka uderzyła w siatkę, minąwszy bramkarza Óscara Pérez. Na chwilę zapanowała niewiara, po czym nastąpiła ogólnokrajowa eksplozja radości. W całym Soccer City, na plaży w Durbanie, w slumsach, przedmieściach, shebeens i salonach kraj zbiorowo stracił kontrolę. Pamiętam, jak skakałem w ramiona obcych, szukając w ich twarzach potwierdzenia, że to rzeczywiście się dzieje.

Siphiwe Tshabalala hits a shot so hard that he ends up with both feet well off the ground in his follow through - he scored the opening goal of the 2010 men’s World Cup while playing for South Africa against Mexico in Johannesburg.

„Gol Bafana Bafana! Gol dla RPA! Gol dla całej Afryki!” zawołał Drury, doskonale artykułując emocje, które wszyscy dzieliliśmy. „Jabulile! Cieszcie się!” Tshabalala i jego koledzy z drużyny rozpoczęli skoordynowaną celebrację, moment pełen rytmu i euforii, gdy naród znalazł chwilę harmonii.

Jednak futbol rzadko pozwala bajkom pozostawać nietkniętymi. Rafael Márquez wyrównał na 11 minut przed końcem, będąc wolnym na tylnym słupku. Katlego Mphela trafił w poprzeczkę, a w alternatywnej rzeczywistości park kibica w Durbanie mógłby unieść się z piasku i unieść w stronę Oceanu Indyjskiego. Zamiast tego mecz zakończył się remisem 1-1. Nie było to zwycięstwo, ale z pewnością nie była to porażka.

Reszta turnieju minęła w mgnieniu oka. RPA miało trudności z Urugwajem, przegrywając 0-3, ale udało im się zdobyć 2-1 przeciwko burzliwemu zespołowi Francji. Niemniej jednak, stali się pierwszym gospodarzem, który odpadł z turnieju bez osiągnięcia fazy pucharowej. Świętowanie trwało, ale nasza rola ewoluowała. Przeszliśmy od protagonistów do gospodarzy, witając innych w ich historiach.

Two South Africa fans in team shirts and scarves, one wearing a home-made hat and one wearing home-made glasses, cheer for their team at the 2010 World Cup.

W miarę postępu turnieju zaczęliśmy wspierać inne afrykańskie drużyny. Kiedy Ghana pojawiła się jako ostatnia nadzieja kontynentu, Bafana Bafana przekształciły się w BaGhana BaGhana. Ból był namacalny, gdy Luis Suárez zagrał ręką na linii, a rzut karny Asamoaha Gyan trafił w poprzeczkę. Ostatecznie wszystko dobiegło końca.

W dniach po decydującym golu Andrésa Iniesty w finale zapanował stan odrętwienia. Wuwuzele ucichły. Flagi na samochodach zaczęły tracić na intensywności i blasku. Dekoracje w całym kraju powoli ulegały zniszczeniu, podczas gdy stadiony pozostawały, piękne, ale kosztowne, z niektórymi zaczynającymi stawać się białymi słoniami. Pytania, które wcześniej zepchnęliśmy na bok, powróciły z zemstą. Jaki był koszt? Kto tak naprawdę skorzystał? Co zostało ukryte pod tym spektaklem?

W końcu pojawiły się oskarżenia o korupcję związane z przetargiem, z doniesieniami o łapówkach i skompromitowanych urzędnikach. Połączenia między elementami przestępczymi a projektami budowlanymi ujrzały światło dzienne, odnawiając tę znajomą niepewność: uświadomienie sobie, że nawet nasze najbardziej cenione chwile zostały skompromitowane, zmonetyzowane i wykorzystywane od wewnątrz.

Teraz, kiedy kraj jest naznaczony przemocą xenofobiczną, zmagając się z gospodarką wciąż odczuwającą skutki lat złego zarządzania pod rządami Jacoba Zumy, oraz z utrzymującą się nierównością, trzeba zadać pytanie, co tak naprawdę oznaczało to wszystko. Co zmienił ten miesiąc? Czy nas nakarmił? Czy uzdrowił naród? A może jedynie przebrał nasze rany w flagi i sprzedał obrazy światu?

Niezłomna prawda jest taka, że nic nie zostało naprawione. Żaden gol nie mógł zmienić głęboko zakorzenionych, długotrwałych problemów, z jakimi boryka się RPA. Wyzwania kraju są zbyt głębokie i strukturalne, aby mogły zostać rozwiązane przez jedną piłkarską grę, nawet jeśli była ona transmitowana na cały świat. Idea tęczowego narodu zawsze była bardziej aspiracją niż rzeczywistością. W 2010 roku nie przekształciliśmy się w inny kraj; zamiast tego na chwilę staliśmy się idealną wersją narodu, którym chcieliśmy być.

A child collects a ball beside an artificial pitch at the Football Centre for Hope in Cape Town’s Khayelitsha township, one of several built by Fifa in South Africa in the run-up to the 2010 World Cup

Jednak to nie jest bez znaczenia. Narody potrzebują dowodów na swój potencjał, a ich obywatele potrzebują chwil, które mogą pielęgnować i uznać za swoje—przykładów, które wyróżniają się z korupcji, przemocy czy długich kolejek w biurach pracy. Razem byliśmy głośni, żywiołowi i pełni życia.

Patrząc w przyszłość, RPA i Meksyk znów spotkają się w kolejnym meczu otwarcia Mistrzostw Świata, tym razem w Meksyku. Symetria wydaje się niemal zbyt idealna. Szesnaście lat później Bafana Bafana wejdą do kolejnego turnieju, w którym stawka będzie większa niż tylko gra. Dla wielu Południowoafrykańczyków to starcie nieuchronnie przywoła wspomnienia tamtego zimowego popołudnia w 2010 roku, wracając na plażę w Durbanie z piaskiem pod stopami i flagami zdobiącymi nasze twarze.

Zapamiętamy Philipa i to, co dla nas reprezentował. Przypomnimy sobie moment, gdy Tshabalala uderzył piłkę, a naród wzbił się razem z nią. Mistrzostwa Świata mogły nie ocalić RPA, ale przez ten ulotny moment, gdy piłka wzbiła się do siatki, ujawniły naród, którym pragnęliśmy się stać. Niezależnie od tego, co nastąpiło później, zawsze będziemy trzymać się tego ikonicznego gola.