Mecz otwarcia Mistrzostw Świata rozpoczął się dramatycznym momentem, gdy Sphephelo Sithole został pozbawiony piłki zaledwie dziewięć minut po rozpoczęciu. Julián Quiñones wykorzystał okazję, strzelając piłkę przez nogi Ronwena Williamsa, co oznaczało moment, w którym uwaga przesunęła się z pre-game obaw na celebrację piękna futbolu.
Jednak tło sytuacji pozostaje skomplikowane. Wciąż aktualne napięcia związane z konfrontacjami Donalda Trumpa z Iranem oraz jego polityką imigracyjną wciąż są obecne. Dodatkowo decyzja prezesa FIFA Gianniego Infantinosa o zorganizowaniu turnieju bez lokalnego komitetu organizacyjnego przyczyniła się do chaosu na Estadio Azteca, co widać było w chaotycznym ruchu drogowym, słabej oznakowaniu oraz braku podstawowych udogodnień.

Pomimo tych problemów, meksykańscy kibice nie dali się zniechęcić. Mecz zakończył się wygodnym zwycięstwem gospodarzy, którzy mogą teraz myśleć o fazie pucharowej, szczególnie biorąc pod uwagę rozczarowującą postawę Południowej Afryki.
„Futbol łączy nas wszystkich”, echo tego stwierdzenia rozbrzmiewało podczas ceremonii otwarcia, chociaż to uczucie nie dotyczyło wszystkich, zwłaszcza tych, którzy nie mogli sobie pozwolić na wygórowane ceny biletów. Społeczność piłkarska coraz bardziej wydaje się być skierowana do uprzywilejowanej grupy.
W nawiązaniu do przeszłości, charakterystyczne głośniki stadionu, przypominające o pajęczych estetykach Mistrzostw Świata 1986, rzucały cień nad boisko, zastąpione tylko dużym znakiem FIFA. Ta korporacyjna obecność przyćmiła mecz, jak oko Saurona obserwujące arenę.
Jednak wśród organizacyjnego chaosu i geopolitycznych zmartwień, wspaniałość stadionu i jego historyczne znaczenie błyszczały. Renowacje zachowały znane elementy, przywołując wspomnienia legendarnych momentów: asystę Pelé dla Carlosa Alberto, przewrotkę Manuela Negrete i ikoniczny drybling Diego Maradony przeciwko Anglii.
Witalność dnia była niezaprzeczalna. Na zewnątrz stadionu zespoły mariachi grały obok osób w wyszukanych kostiumach, a muzycy jazzowi w liliowych strojach dodawali festiwalowej atmosfery. Wewnątrz, kibice nosili zielone, białe lub pomarańczowe sombrero, tworząc żywą scenę, gdy ulice wokół Estadio Azteca wypełniały się radością.
Kolejki po piwo w pobliskich sklepach spożywczych wlokły się wokół bloku, co było świadectwem festiwalowego ducha. Kibice zostawiali swoje pojazdy, by dołączyć do tłumu kibiców zmierzających na stadion.
Pojawienie się meksykańskiej drużyny na rozgrzewce wywołało entuzjastyczne okrzyki, przekształcając początkowy sceptycyzm w ekscytację. Gdy rozpoczęło się odliczanie, w powietrzu unosiła się fala sombrer, chociaż zauważalna liczba pustych miejsc sugerowała, że nie wszyscy byli obecni. Decyzja o ustawieniu zawodników w kole na hymny wzbudziła mieszane uczucia, ponieważ zmieniła tradycyjny widok.
Nieco po rozpoczęciu meczu, kolejna fala sombrer wypełniła powietrze, gdy Raúl Jiménez już wcześniej przetestował Williamsa, zanim Quiñones wykorzystał błąd Sithole’a, zdobywając pierwszego gola. Problemy pomocnika z Południowej Afryki trwały, gdy w drugiej połowie otrzymał czerwoną kartkę po faulu na Brianie Gutiérrezie, co jeszcze bardziej zmniejszyło szanse Południowej Afryki.
W miarę jak Meksyk przejął kontrolę, Quiñones niemal podwoił przewagę tuż przed przerwą, trafiając w słupek. Gra zdecydowanie zmieniła się, gdy Jiménez zdobył drugiego gola, głową kierując do bramki dośrodkowanie Roberto Alvarado.
Gdy determinacja Południowej Afryki zaczęła słabnąć, Themba Zwane otrzymał czerwoną kartkę pod koniec meczu za lekkomyślny faul. Mimo pewnych frustracji z powodu braku większej przewagi, zwłaszcza po późnej czerwonej kartce dla César Montes za faul, Meksyk świętował swoje zwycięstwo na otwarcie. W miarę postępu turnieju, jednak, głębsze problemy pozostają nierozwiązane.