W pamiętnym spotkaniu Mistrzostw Świata Lionel Messi po raz kolejny pokazał swoje umiejętności, zdobywając pierwszego gola dla Argentyny przeciwko Wyspom Zielonego Przylądka. Po znakomitym pierwszym dotyku i precyzyjnym strzale, Messi celebrował, sprintując w stronę trybun, które były pełne zachwyconych kibiców. Nieliczni przewidywali, że Argentyna odda swoją przewagę, szczególnie po znakomitym występie Messiego.
Tymczasem bramkarz Wysp Zielonego Przylądka, Vozinha, znalazł się w trudnej sytuacji, klęcząc na boisku w obliczu zbliżającej się eliminacji z Mistrzostw Świata. W wieku 40 lat Vozinha już zdobył serca kibiców, dostarczając niezwykły występ przeciwko Hiszpanii w meczu otwierającym turniej. W starkm kontraście, zarobki Messiego w Inter Miami przytłaczały roczną pensję Vozinhy wynoszącą 53 000 dolarów.
Jednak wyczyny Messiego nie były główną narracją wieczoru. Mimo przegranej, Wyspy Zielonego Przylądka stały się gwiazdami meczu, zbliżając się niesamowicie do osiągnięcia jednego z największych sensacji w historii Mistrzostw Świata. Przegrana 3-2 jest powszechnie uważana za najlepszy mecz turnieju jak dotąd.
„Czuję dumę, że mogłem rywalizować z najlepszymi drużynami świata,” wyraził trener Wysp Zielonego Przylądka, Bubista, podczas konferencji prasowej po meczu, co spotkało się z aplauzem ze strony dziennikarzy. „Jesteśmy małym narodem, ale pokazaliśmy, że możemy stawić czoła każdej drużynie i być równorzędnym przeciwnikiem. Jako że to nasz debiut w Mistrzostwach Świata, czujemy ogromną dumę z tego, co osiągnęliśmy w tym turnieju.”
Nieco ponad 15 minut po przerwie pomocnik Deroy Duarte, grający w Bułgarii i który jeszcze nie zdobył gola dla Wysp Zielonego Przylądka w swoich 36 występach, wyrównał wynik niesamowitym golem, który niemal dorównywał strzałowi Messiego. Vozinha umocnił swoją pozycję jako nieoczekiwany bohater turnieju, nieustannie powstrzymując ataki Argentyny i prowadząc mecz do dogrywki.
Chociaż Argentyna objęła prowadzenie na początku dogrywki, Wyspy Zielonego Przylądka odmówiły ustąpienia. Konkurowali z obrońcami tytułu krok w krok, a Sidny Lopes Cabral zdobył jednego z najlepszych goli turnieju, uderzając piłkę w górny róg siatki. Argentyna ostatecznie wygrała mecz późnym samobójem, ale występ Wysp Zielonego Przylądka pozostawił trwałe wrażenie.
Szanse były wyraźnie przeciwko Wyspom Zielonego Przylądka, drużynie, która uzyskała oficjalne uznanie Fify dopiero w 1986 roku, w okresie, gdy Argentyna zdobyła swój drugi tytuł Mistrza Świata. Kraj, najmniejszy, który zakwalifikował się do fazy pucharowej Mistrzostw Świata, nie ma krajowej ligi i przede wszystkim pozyskuje talenty z globalnej diaspory. W rzeczywistości, indywidualna wartość transferowa pięciu zawodników Argentyny przekraczała łączną wartość całego wyjściowego składu Wysp Zielonego Przylądka.
„Jedną z rzeczy, które wynikły z tego turnieju,” zauważył obrońca Wysp Zielonego Przylądka Pico Lopes, „jest to, że nikt już nie pyta, gdzie są Wyspy Zielonego Przylądka. Wszyscy wiedzą, gdzie jesteśmy na mapie, myślę, że wszyscy Cape Verdeńczycy na całym świecie, którzy marzą o byciu piłkarzami – pokazaliśmy im dzisiaj drogę.”
Kontrast w wsparciu kibiców był widoczny na stadionie w Miami. Pasjonująca publiczność Argentyny, wspierana przez znaczną populację argentyńskich imigrantów, stworzyła elektryzującą atmosferę. Trybuny były wypełnione transparentami, flagami i kibicami dumnie noszącymi koszulki Messiego lub Maradony.
W przeciwieństwie do tego, kibice Wysp Zielonego Przylądka stanowili małą, ale żywą grupę wśród tłumu. Populacja kraju wynosząca około 500 000 mieszkańców przytłaczana jest przez 48 milionów Argentyny, jednak duch Cape Verdeńczyków pozostał wysoki nawet po wczesnym golu Messiego. Ich niezachwiane wsparcie uczyniło z drużyny narodowych bohaterów, powodując, że kraj zatrzymał się podczas ich meczów.
Ciekawie, kibice z Wysp Zielonego Przylądka zostali dołączeni przez lokalnych mieszkańców i turystów, z których wielu wsparło drużynę. Ciepłe przyjęcie tych nowych kibiców zostało docenione przez zespół.
„Czuliśmy wsparcie nie tylko ze strony ludzi z Wysp Zielonego Przylądka,” podzielił się Lopes, „ale również z Irlandii, skąd pochodzę. Wsparcie z innych części świata było niesamowite. Myślę, że wiele osób przyjęło nas jako swoją drugą drużynę. To wsparcie było przytłaczające.”
Mecz w piątek jest świętowany nie tylko za swoje emocjonujące momenty, ale także za uchwycenie istoty sportowego ducha, który jest nieodłączny w Mistrzostwach Świata. Turniej często stawia dominujące drużyny przeciwko drużynom outsiderom, tworząc okazje do dumy nawet w porażce, gdy zespoły stają do walki z tymi, którzy triumfowali nad wieloma innymi.
Scenariusz został podkreślony przez poruszający moment, gdy kibice zarówno Argentyny, jak i Wysp Zielonego Przylądka powoli opuszczali stadion, Argentyńczycy delektując się swoim awansem do 1/8 finału, a Cape Verdeńczycy pozostając w osłupieniu po meczu, który właśnie oglądali.
Gdy tłum schodził po betonowych rampach, miały miejsce serdeczne uściski i nawet łzy wymieniane między rywalizującymi kibicami, demonstrując wzajemny szacunek i podziw. Wszyscy rozumieli, że byli świadkami meczu, który zostanie zapamiętany na długie lata.