W szatni reprezentacji Anglii miała miejsce kluczowa rozmowa, w której uczestniczył Harry Kane. Zespół miał problemy w swoich drugich meczach ostatnich turniejów, w tym remisach z Szkocją i Danią podczas Mistrzostw Europy oraz remisie z USA na ostatnich Mistrzostwach Świata. Kane podkreślił potrzebę poprawy.
Niestety, Anglia nie spełniła oczekiwań. Celem było kontynuowanie sukcesu po zwycięstwie 4-2 nad Chorwacją w pierwszym meczu grupy L, ale występ przeciwko Ghanie był pozbawiony energii i zdecydowania. Drużyna miała trudności z przedarciem się przez wyjątkowo defensywną stronę Gany, a ich jedyne ekscytujące momenty pojawiły się późno w meczu.
Trener Thomas Tuchel miał duże nadzieje na swoich rezerwowych, a dwóch graczy, których wprowadził, niemal zmieniło przebieg gry. Bukayo Saka zmusił bramkarza Gany, Benjamina Asare, do interwencji niskim strzałem, a Nico O’Reilly trafił w poprzeczkę głową, gdy Anglia w końcu przyspieszyła tempo. Reece James dostarczył asystę, lecz strzał Kane’a poszybował wysoko, co oznaczało znaczącą zmarnowaną okazję. W doliczonym czasie gry, Marc Guéhi miał główkę, która została wybita z linii.
Przynajmniej Anglia uniknęła porażki, a choć remis nie jest najgorszym wynikiem, pozostaje pytanie: czy mądrze było zadowolić się jednym punktem zamiast ryzykować wszystko dla zwycięstwa? Występ był z pewnością bardziej ostrożny w porównaniu do poprzedniego meczu z Chorwacją.
Defensywnie, Anglia wydawała się solidna, choć w 79. minucie stanęła przed napiętą sytuacją, gdy rezerwowy Gany, Prince Kwabena Adu, przedostał się do przodu. Interwencja Ezriego Konsy w polu karnym była chaotyczna, z dotykiem, który wydawał się inicjować kontakt, co wywołało głośne apelacje Ghańczyków o rzut karny. Jednak Konsa otrzymał przychylność sędziów.

Pogoda nie była idealna, co rodziło pytanie, czy Anglia mogła zagrać w takich warunkach. To nie był scenariusz, który zawodnicy mieli na myśli podczas swoich sesji treningowych na Florydzie. Mecz przypominał ich zmagania przeciwko drużynom grającym niską defensywą. Czy to nowa era dla Anglii? Na razie nie.
Tuchel spodziewał się, że Ghana zaoferuje inne wyzwanie niż Chorwacja. Czarne Gwiazdy mianowały Carlosa Queiroza na swojego trenera pod koniec marca, co oznacza, że to był dopiero jego czwarty mecz na tym stanowisku. Z ograniczonym materiałem wideo do analizy, reputacja Queiroza poprzedzała go, prowadząc do zwartej formacji 4-5-1, która priorytetowo traktowała obronę nad posiadaniem piłki.
Anglia musiała przebrnąć przez labirynt żółtych koszulek. Ich ruch i tempo podań wymagały pilności, szczególnie w zmianie gry. Tuchel chciał powtórzyć intensywność i precyzję swoich drugich połówek przeciwko Chorwacji, ale ta ambicja nie zmaterializowała się.

Pierwsza ćwiartka meczu ustawiła rozczarowujący ton. Gdy nadszedł pierwszy przerywnik na nawodnienie – niepotrzebny i przyjęty z gwizdami – Anglia miała niewiele do pokazania za swoją dominację w posiadaniu piłki. Zbliżyli się do ghanejskiej defensywy, ale nie stworzyli istotnych okazji. Noni Madueke często cofał się na prawą flankę, co Ghana przyjęła z zadowoleniem, gdyż ich głównym celem było utrzymanie Anglii przed sobą.
Ghana nie okazywała skruchy za swoją strategię defensywną, a ich kibice wspierali drużynę, aplauzując ich wysiłkom w przerwie i ponownie po końcowym gwizdku. Pomimo zaledwie dwóch strzałów w całym meczu, ich uwaga pozostawała na zdyscyplinowanej obronie.
Nie było momentu, który wyróżniałby się, aby podekscytować angielskich kibiców przed przerwą; statystyki ujawniły, że zespół Tuchela oddał sześć strzałów, z których żaden nie trafił w cel. Asare pozostał w dużej mierze niepokojony. Zderzenie Jude’a Bellinghama z Jerome’em Opoku w 45. minucie odzwierciedlało rosnące frustracje, prowadząc do sporu z Queirozem, co nie było dobrze widziane przez ławkę Ghanę.
Cierpliwość stała się kluczowa dla Anglii. Asystent Tuchela, Anthony Barry, podkreślił to w wywiadzie w przerwie, zauważając, że defensywa Gany była nawet głębsza niż przewidywano. Opisał pierwszą połowę jako „absolutnie w porządku z naszego punktu widzenia.”
Uznając wyzwania stawiane przez takie mecze, sztab Anglii zdecydował się na bardziej zachęcające podejście. Byli zdeterminowani, aby nie dać Ganie żadnej motywacji, szczególnie na początku drugiej połowy.
Bellingham wykazał się defensywną przebiegłością, dokonując kluczowego wejścia w pojedynku jeden na jeden z Antoine’em Semenyo, podczas gdy Djed Spence musiał być czujny, aby powstrzymać Marvina Senayę. Znaczący moment miał miejsce w 67. minucie, gdy Adu zagroził, prowadząc do zderzenia z bramkarzem Jordanem Pickfordem, który miał szczęście, że otrzymał rzut wolny.
Tuchel dokonał ofensywnych zmian, wprowadzając Sakę, a potem Morgana Rogersa i Eberechiego Eze, ten ostatni zastępując Elliota Andersona w pomocy, co było postępowym ruchem. Pomimo zmian, Anglia miała trudności z odnalezieniem okazji, aż do późnego ataku. Gra mogła się zmienić, gdyby Kane trafił w dół podczas obiecującej sytuacji. Ostatecznie wysiłki Anglii okazały się niewystarczające.
- Mistrzostwa Świata 2026
- Anglia
- Drużyna piłkarska Ghany
- Mistrzostwa Świata
- raporty z meczów