Podróż Anglii w turnieju zakończyła się po raz kolejny w bólu, pozostawiając kibiców zastanawiających się nad czasem i charakterem ich ostatnich rozczarowań. Ta porażka oznacza niezwykle bolesny rozdział dla drużyny.
Pod wodzą Thomasa Tuchela Anglia z zacięciem wzięła udział w meczu pełnym napięcia. Pierwsza połowa była intensywnie fizyczna, a nadzieja wzrosła dla angielskiej drużyny, kiedy Anthony Gordon zdobył bramkę krótko po przerwie, zbliżając ich w tantalizujący sposób do pierwszego finału Mistrzostw Świata od 1966 roku.
Jednak Argentyna wcale nie miała zamiaru się poddawać. Pomimo chwilowej wrażliwości w trakcie turnieju, wykazała się duchem mistrza wtedy, gdy było to najważniejsze. W emocjonującym powrocie pokazała swoją determinację, zwłaszcza w starciu z historycznymi rywalami, Anglią.
W miarę jak mecz postępował, żal zaczął narastać w Anglii. W dążeniu do utrzymania prowadzenia, Tuchel zdecydował się na defensywną zmianę, wprowadzając Ezriego Konsę, aby wzmocnić linię obrony. Ten ruch wcześniej sprawdził się w meczu z Meksykiem, jednak tym razem nie przyniósł oczekiwanych rezultatów.

Zmiana taktyczna okazała się kontrproduktywna, pozwalając Argentynie przejąć kontrolę w końcówce meczu. Z nieustępliwym atakiem, nacisnęli na obronę Anglii, a wyrównanie wydawało się nieuniknione. Kiedy to nastąpiło w 86. minucie, Anglia została zdewastowana, zaledwie kilka chwil przed możliwością dogrywki.
Enzo Fernández zdobył bramkę potężnym strzałem po sprytnym krótkim rogu, zainicjowanym przez Lionela Messiego. Kiedy Anglia myślała, że uniknęła niebezpieczeństwa po tym, jak Alexis Mac Allister trafił w słupek, argentyńska odnowa trwała, gdy Lautaro Martínez, niepilnowany, główkował z głębokiego dośrodkowania Messiego.
Dla Tuchela i jego zespołu, ten turniej był zagadkowy; często osiągali wyniki, które przyćmiewały ich występy. W meczu z Argentyną, zwłaszcza pod względem kreatywności, nie spełnili oczekiwań, rzadko stawiając wyzwanie bramkarzowi Emi Martínezowi i brakuje im defensywnej siły w kluczowych momentach.

Argentyna zasłużyła na miejsce w finale przeciwko Hiszpanii w niedzielę, podczas gdy Anglia musiała stawić czoła znajomemu widmu introspekcji.
Kontekst historyczny miał duże znaczenie w meczu, potęgowany przez gorące śpiewy argentyńskich kibiców odnoszące się do ich przeszłych konfliktów. Ciężar wcześniejszych spotkań unosił się w powietrzu, przywołując wspomnienia z turniejów w Meksyku w 1986 roku, Francji w 1998 roku oraz Japonii i Korei Południowej w 2002 roku.
W pierwszej połowie napięcie było wyczuwalne, co odzwierciedlały statystyki oczekiwanych goli: Anglia zdobyła zaledwie 0,05, podczas gdy Argentyna zanotowała 0,03. Pierwsza poważna próba na bramkę miała miejsce w 33. minucie, kiedy John Stones główkował niecelnie z rzutu wolnego Declana Rice’a, a strzał Fernándeza w 38. minucie poleciał ponad bramkę.
W miarę jak faule padały, a emocje rosły, połowa była naznaczona intensywnymi konfrontacjami, zwłaszcza kiedy Messi z umiejętnością przeszedł obok obrońców, zanim został zatrzymany przez Elliota Andersona, który otrzymał żółtą kartkę za faul taktyczny.
Anglia wierzyła, że ma przewagę w tej walce wytrzymałości. Ich moment nadszedł w 55. minucie, kiedy bramkarz Jordan Pickford obronił strzał Juliána Álvareza.
Decyzja Tuchela, aby umieścić Morgana Rogersa na prawej pomocy, miała na celu dodanie fizyczności, ale to kreatywność Rogersa doprowadziła do przełamania. Po częściowo zablokowanej piłce od Kane’a, Rice znalazł Rogersa, którego znakomite dośrodkowanie ustawiło Gordona do spokojnego wykończenia z bliskiej odległości.

W tym momencie pewność siebie Anglii wzrosła. Spence, w szczególności, grał z determinacją, ruszając do przodu i wykonując kluczowy ślizg, aby powstrzymać Giuliano Simeone z Argentyny, celebrując tę defensywną akcję jakby to był gol.
Mimo heroicznych interwencji Pickforda, który zatrzymał strzał głową z bliskiej odległości od Leandro Paredesa, momentum się zmieniło, a Anglia zaczęła cofać się w defensywnej postawie. Fala zwróciła się zdecydowanie, a Argentyna dominowała w końcowych etapach. Główka Mac Allistera trafiła w słupek, gdy powinna być bramką, a Fernández zmusił Pickforda do kolejnej interwencji, ale Argentyna była nieustępliwa. Anglia musi teraz wracać do domu, ich ambicje Mistrzostw Świata zniszczone.
- Mistrzostwa Świata 2026
- Anglia
- Argentyna
- Mistrzostwa Świata
- raporty z meczów